piątek, 7 grudnia 2012

VI Harry

Noc była chłodna, nie mogłem spać. Patrzyłem tępo w sufit naszej sypialni, szukałem ręką Lou, ale nie było go obok mnie. Przewracałem się z boku na bok, szukałem Leah, ale już nigdy miałem jej nie znaleźć.
Czemu, do cholery, muszę się czuć tak samotnie?!
Leah. Nie ma jej. Nigdy już nie zobaczę tego prześmiewczego uśmiechu na jej twarzy, tych wiecznie podkrążonych oczu i długich, zlepionych włosów. Nigdy już nie poradzi mi, co mam robić, kiedy wszystko spierniczy się na moich oczach. Nigdy, jej już nie ma. Jest wolna, a ja tkwię na tej ziemi jak w klatce. I nie mogę użyć swoich skrzydeł, by wzlecieć ku czystszej przestrzeni.
Dlaczego to musi tak cholernie boleć?!
Łza spłynęła po moim policzku, nie miałem siły walczyć ze smutkiem. Są chwile, kiedy człowiek nie marzy o niczym innym, jak tylko o wypłakaniu się w poduszkę.
Lou, gdzie jesteś..?
Kiedy potrzebujesz ich najbardziej, znikają bez śladu. Ludzie. Pieprzeni ludzie. Gdybym tylko mógł, wyzbyłbym się człowieczego kształtu i stałbym się myślą, ideą, jakimś nic nie znaczącym pyłkiem krążącym między galaktykami. Byłbym wtedy zapewne więcej wart.

Usłyszałem skrzypnięcie drzwi i zamarłem w bezruchu. Powiew zimnego powietrza uderzył moje plecy - kołdra została uniesiona do góry. Chwilę później poczułem ciepło bijące od ciała Lou, jego ciepłe dłonie dotknęły mojego ramienia.
Loueth..
Przysunął się bliżej i oplótł rękami moje plecy. Jego miarowy oddech smagał mój kark, poczułem jak wdzięczność rozchodzi mi się po kościach.
Nie zostawił mnie, jest tu.
- Dziękuję, że przyszedłeś. - wyszeptałem ciszej, niż miałem zamiar to uczynić.
Tomlinson drgnął, bicie jego serca automatycznie przyspieszyło.
- Ty.. nie śpisz?
- Nie.
- Źle się czujesz?
- Nie.
Odwróciłem się w jego stronę powoli, w świetle księżyca błysnęły jego błękitne oczy. Przysunąłem się do niego i jak dziecko spragnione bliskości matki przycisnąłem policzek do ukochanego obojczyka. Pogładził mnie po głowie delikatnie, na czole poczułem spierzchnięte usta.
- Harry, przepraszam.
Ukłucie w sercu. Choć minęło kilka dni wciąż nie mogłem dojść do siebie po zachowaniu Lou. Rana, którą zadaje najbliższa osoba potrafi trwać rozjątrzona przez bardzo długo. Tylko naprawdę sprawne obejście i prawdziwe uczucie potrafi ją na dobre zasklepić.A mnie bolało.Wciąż bolało.
- Nie wiem dlaczego dałem się tak manipulować. Nie powinienem był tego robić. Palant ze mnie. Gdybym tylko wiedział, że tak zareagujesz, że złamie ci to serce... nigdy bym... Harry, błagam... ja..
Nie płacz, Harreth, daj mu dokończyć. Zaciśnij zęby i zachowuj się jak facet, do cholery! Nie rycz, Styles!
-.. kocham cię.
Ostatnie słowo Lou poprzedziło łzy, które choć wstrzymywane spłynęły po moich policzkach. Tommo otulił mnie swoimi ramionami i przycisnął do serca. Czułem cudowny zapach jego skóry, zapach, którego tak mi brakowało.
Styles, przestań mazać się jak bachor!
Zaciskałem zęby, robiłem wszystko, żeby przestać płakać, ale nic nie pomagało. Lou szeptał nad moim uchem uspokajające słowa, wiedziałem, że jest zdenerwowany i cholernie wściekły na samego siebie. Może on mnie naprawdę...
- ..kocham cię, nie płacz, cii...
Jego szept przeradzał się w trzepot skrzydeł, moja dusza uwalniała się z klatki. Lou był kluczem, który ją otwierał.
Szloch zamienił się w pojedyncze krople moczące podkoszulek Lou, a potem słone ślady na policzkach. Wsłuchany w trzepotanie tych skrzydeł, które roztaczał dookoła głos Tomlinsona, przestałem drżeć. Rana zasklepiała się. Usnąłem.

Obudziły mnie promienie słońca przedzierające się przez żaluzje. Poklepałem pustą poduszkę obok, Lou nie było w pokoju. Miałem cichą nadzieję, że czekał na mnie w salonie. Potrzebowałem go dziś bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Naciągnąłem na siebie sprany t-shirt Pinków i przetrzepując włosy udałem się do kuchni. Na stole leżała misternie przyrządzona kanapka z szynką, kubek zimnej już czekolady i miodowe ciasteczka zawinięte w papier. Dostrzegłem liścik przytknięty do talerza, pokreślony koślawymi literami pisma Tommo.
Jestem u Zayna.
Zjedz śniadanie i przyjedź do nas, zostawiłem drobne na taksówkę.

Cieszę się, że w końcu Dużo myślałem i stw   Ja..
Mam nadzieję, że kanapka smakowała.
L. xx
Spojrzałem na bułkę przygryzając dolną wargę.
Wybacz, Lou. Nic dziś nie ruszę. Może oprócz..
Dopadłem kurtki, szelest folii przeszył puste mieszkanie. Odetchnąłem z ulgą. Kamień z serca.
Jest tu, jest. Dzięki Bogu jest.
Drżącymi rękami wyjąłem z wewnętrznej kieszeni pakunek i odwinąłem folię. Brunatna ciecz błysnęła w świetle południowego słońca. ,,Kilka kropel szczęścia'', jak mówiła Leah. Nigdy jej nie wierzyłem. Zawsze odciągałem ją od tego mętnego gówna osadzającego się na ściankach strzykawki. Całe życie próbowałem przemówić jej do rozsądku i uzmysłowić, że nie warto ryzykować zdrowia dla czegoś takiego. Jeśli ktoś powiedziałby mi, że pójdę w ślady Vallet, wyśmiałbym go. Nie ja, nie chłopak, który może mieć wszystko. Nie Harry Styles.
Teraz patrzyłem na pakunek z pragnieniem, którego racjonalnie nie potrafiłem wytłumaczyć. Pragnieniem oderwania się od rzeczywistości, pragnieniem znalezienia Leah. Musiałem coś zrobić, żeby na nowo ożyła. Musiałem stać się nią, chociaż na chwilę. Może wtedy pozwoli mi zrozumieć, dlaczego umarła.
Muszę pójść w Twoje ślady, Leah. Tylko tak jestem w stanie Cię spotkać.
W myśli dziękowałem Libby za to zawiniątko, które teraz pieściłem w dłoni. Dziękowałem za to, że przyszła na pogrzeb, że zdołała podrzucić mi kompot. I ta jej mina, kiedy dawała mi paczuszkę! Ha, nie spodziewała się takiego obrotu spraw. Przez myśl jej pewnie nie przemknęło, że mogę zacząć brać.
Ostrożnie, z ogromną delikatnością powtórzyłem wszystkie kroki, o jakich mówiła Libby. Podgrzać na łyżeczce, oczyścić skórę, wcisnąć, czekać. Przede wszystkim wiedzieć, gdzie wbić. Wszystko po kolei i precyzyjnie. Będzie boleć, ale przecież muszę spotkać Leah.
Odłożyłem zakrwawioną strzykawkę na stół i spiąłem mięśnie w oczekiwaniu. Minuta, pięć, dziesięć. Nic się nie działo.
Czy nawet ćpanie nie może mi wyjść po ludzku?!
Ze zrezygnowaniem spojrzałem na liścik od Lou. ,,Zjedz śniadanie i przyjedź do nas'' odbiło się echem w mojej głowie. Tak, musiałem pojechać do Lou. Tylko jak? Zaraz, zaraz. Taksówka, jak zamówić taksówkę?! Telefon..!
Chwilę później zbiegałem już po schodach apartamentowca na podwórze  i wcisnąłem się do czarnego pojazdu.
- Dokąd..? - usłyszałem tubalny głos zza siedzenia kierowcy.
- Abbey Hampton, 23a. - wyrecytowałem i zaśmiałem się sam do siebie. Jak to dobrze, że mam taką dobrą pamięć i mogę mówić taksówkarzom, dokąd mają mnie zawieźć. Ale dokąd ja jadę..? Do Zayna? Tak, do Zayna, idioto! Do Zayna i do Lou..!
Warkot silnika, ale mi wesoło! Gdybym mógł, sam pobiegł bym do domu Malika, na własnych nogach! Ha, dobre jaja, jak to wszystko się szybko przewija zza szyby..! Gdyby tak wypaść na drogę, człowieku..! Hamulec, trzask drzwiami, ten sam, tubalny głos taksówkarza domagającego się pieniędzy. Schody i drzwi do domu Zayna. Przeskoczę je, przeskoczę! Ha! Idioto, masz jeszcze dużo siły, może coś w życiu osiągniesz! Co..cholerny stopień! Fuck, nie widzę... czy to mi się tak w głowie telepie..?! Cholera, ale trzęsie! Lou?
- Harry, przyjechałe.. Hazz? - głos Tommo przebijający powietrze,  trzask drzwi. Zayn w kamizelce, ha! Niall, tak, to chyba Niall. Ale ma duże ręce, nigdy nie mówił, że ma takie duże.. Liam? Fuck, ale gorąco..!
- Harry?!
 Louis, nie odjeżdżaj, nie krzycz na mnie..! Uh..! Ja tylko chciałem ci powiedzieć, że cię kocham..! Ale mi takk gorąco..ja, huh..
- Zayn, kurwa! Bierz go pod ramiona!
Nie krzycz, Tommo, nie krzycz..głowa boli, jak tak krzyczysz.. ale mi się tu przewraca.. jak na karuz.. ugh, niech ich..Liam..?
- Tu! Niall, nogi! Liam! Cholera jasna!
Świat jest kolorowy, kiedy ci tak nie zależy, ha.. Louis.. poszedł sobie, a ja jestem.. niosę mu coś, ale tam.. ale mi wszystko jeździ..ale..chole.. będę oddawał.. ugh, cholerny kompot..
- Dzwoń, do cholery!! 
To Lou krzycz.. czy to moja... ale boli, choler..
- Harry..?!
     Harry, już dobrz e e..
                     już dobr z e e..
                                           e e e...
                                                      e                 e
                                                                e
                                                                            e        ..

---------------------------------------------------------------------
Daughter- Landfill

13 komentarzy:

  1. AAA:) cudo, genialne, swietnie, pieknie, idealnie, perfekcyjnie... przepraszam, ze moje komentarze nie sa tak dlugie jak twoje, no ale coz, nie potrafie wydusic z siebie slowa po takim ślicznym rozdziale, jaki opublikowalas :) uwielbiam twoje opowiadania i czekam na nastepne pomysly x :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No nie spodziewałam się takiego obrotu sytuacji. Harry i narkotyki? Tylko tego brakowało... chłopak się zniszczy. Dlaczego, dlaczego ta dziewczyna mu to dała? Mogła chociaż zachować trochę rozsądku i nie dawać. Uch.. Harry coś Ty narobił. To dobrze, że chociaż Louis jest przy nim. Opiekuje się nim i jak widać bardzo mu zależy. Może jednak Harry mu wybaczy? Ale jak na razie najważniejszy jest Harry, jego zdrowie. Cholerne narkotyki!
    Pozdrawiam serdecznie i czekam na nowość! /sensitive-touch/

    OdpowiedzUsuń
  3. Zazwyczaj nie czytam opowiadań typu bromance ale to mnie zaintrygowało...
    nie jest takie banalne i dzięki temu ma "to coś" w sobie. :)
    Nie zabijaj Harrego no!
    Po kim, jak po kim, ale po nim bym się nie spodziewała że zacznie brać jakieś świństwo. -.-
    Niech pogodzą się z Lou i niech już wszystko będzie między nimi w porządku!! ;D
    z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. Dodaje do obserwowanych. :)

    pozdrawiam Olcirek! ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobra muszę z przykrością stwierdzić, że NA RAZIE przeczytałam tylko ten rozdział, ale mam zamiar jutro nadrobić resztę, więc będę już w temacie. Nie będę ci tutaj zaśmiecać głupimi komentarzami typu " Według mnie piszesz bardzo dobrze, świetna fabuła oby tak dalej. " Bo to jest takie sztywne, nieprawdaż? Więc jak to ja napisze po swojemu, że opowiadanie jest zajebiste i na pewno będę wpadać tutaj cały czas i komentować rozdziały. I muszę się przyznać, że nie czytam bromanców < nawet nie wiem jak to się pisze > polonistka < bum tss > xD Ale wywnioskowałam, że piszesz świetnie i dlatego dla Ciebie zrobię wyjątek. ;) I napisałaś, że podobał Ci się mój szablon, niestety musiałam go zmienić, bo nie podobał się on czytelniczką. ;cc Ale co tam, dla mnie liczyło się ich zdanie i niestety przegłosowały do powrócenia do starego szablonu. Bożee a ja znowu o sobie napierdzielam. Jaka ja jestem tępa. No nic pozdrawiam ;** Luv Yaa. <33

    OdpowiedzUsuń
  5. Aż mi serce krwawiło, gdy czytałam o samotności Harry'ego. I jeszcze to jego nieme wołanie "Lou, gdzie jesteś..." A potem ta ulga przemieszana z wdzięcznością, gdy okazało się, ze Louis go nie zostawił i że go...kocham. Wybaczyli sobie i wydawałoby się, że wszystko jakoś się ułoży...
    I tak się stało. Tylko kto się tego spodziewał?
    Po przeczytaniu rozdziału siedziałam i zastanawiałam się, dlaczego Lou wyszedł? Co było takie ważne, że nie mógł poczekać aż Harry się obudzi i pojechać z nim? A jeśli było ważne - to dlaczego od razu go nie obudził?
    Próbuję go nie obwiniać... Jak mi idzie? Prawie się modlę, by Harry'emu nic się nie stało. By go odratowany. By pomoc przybyła na czas.
    Aż boję się myśleć co też dla nas szykujesz w kolejnych rozdziałach. Czekam z niecierpliwością.
    Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego :)
    Happy New Year!!!

    @KateStylees
    http://1d-my-little-mystery-girl.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwaga, Ivy wczuwa się w Larry'ego... A ty wiesz, że to dziwne, bo ja nie przepadam za tym? Ale najlepsza końcówka i te rozrzucone "e" xD. A Harry ma żyć! To ma być kolorowa homoseksualna miłość, a nie stypa! Nie no, Lou go uratuje, ich miłość jest silniejsza niż najmocniejszy kompot :>

    hepi nju jir <3

    royal-life-with-one-direction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Ah.. jedyne, co mi się tu nie spodobało, to to, że Hazza musiał się kaleczyć. Pamiętaj, co mówiłam o paleniu i łapaniu beki - to znacznie lepszy pomysł :)

    www.ho-run.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Nominowałam Tego bloga do Liebster Award! ♥
    Więcej informacji na: http://magical-moments-in-london.blogspot.com/
    Pozdrawiam Eve;**

    OdpowiedzUsuń
  9. Boże, rozumiem Harrego. Stracił kogoś na kim mu zależało, przynajmniej tak sądzę. Oj, Styles, nie możesz się tak niszczyć. Wybacz, ale przyzwyczajona jestem do mówienia takich o, powyższych rzeczy, albowiem targają mną emocje. W każdym razie, sama muszę przyznać, że piszesz świetnie. Idealnie oddajesz uczucia bohaterów, z czym ja mam ogromną trudność i parę razy muszę pisać cokolwiek, aby mi wyszło. Nie mogę się doczekać nowej notki, bo ciekawa jestem co bd z Harrym. Tak więc, bywaj.
    [Dziękuję za komentarz]
    Pozdrawiam.
    [recover-from-loss]

    OdpowiedzUsuń
  10. hej, dodałam nn na http://royal-life-with-one-direction.blogspot.com/ , miłego czytania xx

    btw, mam cię informować na tym blogu, na tym one-direction-ang-ammie czy może jeszcze gdzieś indziej? xD Bo w sumie tamten zakończyłaś tak jakby no i ten.. daj znać xD

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam tego bloga, ale kurde gdzie jest nowy rozdział no ?! Ja tu czeeeeeeeeeekam !

    OdpowiedzUsuń
  12. Twoją nominację do The Versitale Blogger Award znajdziesz na dole strony : http://ho-run.blogspot.com w zakładce AWARDS!

    xx

    OdpowiedzUsuń